Izrael 28-31 stycznia 2016, czyli podróż do
innej rzeczywistości po 3,5 godzinnym locie z Katowic.
| Tel Aviv |
Już
jakiś czas temu Izrael zaczął nas interesować (a w zasadzie od momentu
stworzenia połączenia z Katowic do Tel-Avivu przez Wizzair) i jak tylko
pojawiły się dobre ceny biletów (130 zł w dwie strony), to długo się nie
zastanawialiśmy. Kupiliśmy 4 i razem z rodzicami Wojtka udaliśmy się w podróż
do ‘Ziemi Świętej’. Towarzyszyła nam wielka ciekawość i jednocześnie lęk o
nasze bezpieczeństwo (w styczniu 2016 było kilka zamachów nożowników w Izraelu,
m.in. w Jerozolimie).
Dzień 1, 28 stycznia 2016, Tel-Aviv, Jaffa
O 15:45 mieliśmy lot z Katowic do Tel-Avivu, tam ok. 21:00 czasu lokalnego wylądowaliśmy.
Po przeczytaniu różnych blogów liczyliśmy się z tym, że już na wstępie będą nas
przepytywać na lotnisku. Zastanawialiśmy się też, jak zareagują na nasze
pieczątki z krajów muzułmańskich (m.in. ZEA i Oman). Okazało się, że cała
kontrola paszportowa przeszła bezboleśnie, jedyne pytanie, które padło, to
gdzie chcemy pojechać, czyli tak naprawdę standard jak na każdym lotnisku poza
Europą. Oczywiście przyznaliśmy się tylko do Tel-Avivu i Jerozolimy, a o
Autonomii Palestyńskiej, którą też mieliśmy w planie odwiedzić, nie wspomnieliśmy.
Sprawnie
poszło też odebranie samochodu z wypożyczalni Eldan. Tym razem wybraliśmy
lokalną wypożyczalnię, która była tańsza niż wypożyczalnie firm
międzynarodowych. Zawsze to jakieś ryzyko, jednak stwierdziliśmy, że
spróbujemy. Warto wiedzieć, że w Izraelu jeśli wypożycza się samochód na
lotnisku to obowiązuje dodatkowa opłata lotniskowa (ok 28$), Eldan miał tę
kwotę wliczoną w cenę. Z tego co się orientuję, to inne wypożyczalnie nie
wliczają tej opłaty z góry i czasami można się zdziwić na lotnisku dodatkową
opłatą. Tym razem do dyspozycji dostaliśmy Nissana Micrę z automatyczną
skrzynią biegów!
I
tak ok. 22:00 znaleźliśmy się w Tel-Avivie w mieszkaniu, które wynajęliśmy tradycyjnie
przez bookinga. Ponieważ jest poza sezonem cena zarówno w Tel-Avivie, jak i
potem w Jerozolimie była bardzo dobra, patrząc na standard i lokalizację.
Mieliśmy do dyspozycji bardzo duży apartament z dwiema sypialniami, salonem,
kuchnią i ogromnym tarasem z widokiem na morze. Kolejnym wielkim atutem tego
mieszkania był darmowy parking, który nie jest łatwo znaleźć w Tel Avivie. Tego
wieczoru przeszliśmy się jeszcze po starej Jaffie, jednym z najstarszych miejsc
i portów na Bliskim Wschodzie, a która jest teraz wchłonięta przez Tel Aviv.
Dzień 2, 29 stycznia 2016, Tel-Aviv - Jerozolima
(Yad Vashem)
| Yad Vashem |
Od
razu po przebudzeniu poszliśmy na krótki poranny spacer plażą. Wystarczyło
przejść przez drogę i byliśmy na plaży. Słoneczko pięknie świeciło i
temperatura też była bardzo przyjemna.
Z
racji napiętego grafiku trzeba było jednak wracać, żeby przygotować śniadanie.
Od razu potem ruszyliśmy na piesze zwiedzanie Tel-Avivu. Zaczęliśmy od dużego
targowiska Ha-Karmel, które było pełne zapachów, dźwięków i kolorów. Oczywiście
prym na targowisku wiedli Arabowie, którzy przekrzykiwali się ze swoimi
ofertami sprzedaży. Kupiliśmy kilka ciekawych produktów, m.in. pyszne owoce
granatu, świeżutkie śledzie czy dojrzałe mandarynki. Następnie udaliśmy się w
kierunku dzielnic z typową zabudową w stylu Bauhaus, który został
rozpropagowany przez liczną emigrację niemieckich Żydów w latach 30 XX wieku, a
jako najbardziej charakterystyczne uchodzą ulice Engel St i HaMagid St, które
odchodzą od bulwaru Rotschilda, jednej z głównych arterii miasta.
Potraktowaliśmy to jako ciekawostkę, nie jesteśmy wielkimi pasjonatami
architektury. Następnie bulwarami Rotschilda udaliśmy się w kierunku dzielnicy
Newe Cedek i w kierunku morza, aby wrócić do samochodu. Na koniec pobytu w Tel
Avivie zrobiliśmy większe zakupy spożywcze na kolejne dni i ok. 14 wyjechaliśmy
w kierunku Jerozolimy.
| Bazylika Grobu Pańskiego |
Ok.
17:00 dotarliśmy do Yad Vashem, czyli Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów
Holocaustu, w czwartek wyjątkowo otwarte było do 20:00, co nam bardzo
odpowiadało. Przeszliśmy przez Ogród Sprawiedliwych wśród Narodów
Świata, gdzie znajdują się drzewka i
tablice upamiętniające nie-Żydów, którzy uratowali Żydów. Udało nam się znaleźć
na jednej z tablic nazwisko siostry przyjaciela dziadka, która uratowała
swojego przyszłego męża, gdy byli transportowani z obozu w Auschwitz.
Odwiedziliśmy też nowoczesne i interesujące Muzeum Historyczne, gdzie są przedstawione
dzieje Żydów z całego świata. Jadąc do Jerozolimy jest to miejsce, które warto,
a może i trzeba odwiedzić. Wstęp jest wolny, za parking trzeba zapłacić (28
NIS), nas jednak wpuszczono na parking dla pracowników i nie musieliśmy nic
płacić.
Wieczorem przyjechaliśmy do naszego nowego
lokum w Jerozolimie, którym było mieszkanie w nowoczesnej dzielnicy przy ulicy
Yafo St, 10 minut spacerkiem od murów Starego Miasta. Cena za standard i
lokalizację była tak dobra, że aż podejrzana. Była o ponad 50% niższa niż w
sezonie. Jak się dowiedzieliśmy obniżka była spowodowana niskim sezonem, ale również tym,
że mniej ludzi obecnie przyjeżdża do Izraela po ostatnich aktach przemocy i
terroryzmu. W Jerozolimie nie mieliśmy już darmowego parkingu i trzeba było
kombinować. Po przeszukaniu wielu forów ustaliłem, że najtaniej (i
najbezpieczniej) będzie zostawić samochód na parkingu przy centrum handlowym
Mamilla. Cena wyniosła 48 NIS za dobę, co jest atrakcyjną ceną jak na
Izraelskie warunki.
Dzień
3, 29 stycznia 2016, Jerozolima
| Ściana Płaczu |
Po przeczytaniu wielu blogów i obejrzeniu
relacji Cejrowskiego uznaliśmy, że trzeba wstać bardzo wcześnie, żeby w
Bazylice Grobu Pańskiego znaleźć chwilę spokoju na modlitwę i kontemplację. Nie
chcieliśmy stać w kolejce lub przepychać się przez tłumy.
Tak więc już ok. 6 rano w piątek byliśmy w
Bazylice Grobu Pańskiego. Udało się. Oprócz nas było kilka osób, a dopiero po
jakimś czasie pojawiła się pielgrzymka z Polski. Ostatecznie tłumów nie było.
Zastanawialiśmy się, czy coś jest nie tak. Franciszkanin z Ghany powiedział
nam, że normalnie o tej porze roku jest dużo więcej turystów, jednak ze względu
na ostatnie akty przemocy dużo mniej ludzi przyjeżdża.
Nie ukrywam, że trochę nas to przestraszyło,
bo może nie mieliśmy tu przyjeżdżać, kto wie, co nas tu spotka… Oczywiście,
przyjeżdżając w to miejsce mieliśmy pełną świadomość ostatnich wydarzeń i w
ogóle całej historii konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który cały czas trwa.
| Góra Oliwna |
Wracając do Bazyliki: mieliśmy czas na
włóczenie się po niej oraz spokój i przestrzeń na modlitwę. Dla nas oczywiście
najważniejsze miejsca to Golgota, Skała namaszczenia i Grób Pański. W Bazylice
panowała atmosfera tajemniczości i niestety ogólnego zaniedbania. Tak, jak to
wiele osób opisywało widzieliśmy na własne oczy, jak wiele miejsc i przedmiotów
jest zaniedbanych i brudnych. Nie ma jednego gospodarza (prawosławni,
rzymscy-katolicy i ormianie nie potrafią przez wieki się porozumieć w wielu
podstawowych kwestiach), który by był od początku do końca za dane miejsce
odpowiedzialny. Jest to bardzo dziwne uczucie, jak jest się w tak ważnym
religijnie miejscu i ma się wrażenie, że to nie jest nic tak naprawdę
ważnego/świętego/wyjątkowego skoro tak się te przedmioty lub miejsca traktuje.
Po Bazylice udaliśmy się do dzielnicy Ormiańskiej,
gdzie chcieliśmy odwiedzić katedrę św. Jakuba, jednak ze względu na remont
wstęp był zamknięty. Udaliśmy się następnie w stronę jednej z bram – Bramy Syjońskiej (Zion Gate),
która prowadzi wprost na Górę Synaj, gdzie znajduje się kilka ważnych miejsc
wartych odwiedzenia: Wieczernik, grób króla Dawida, kościół zaśnięcia Najświętszej
Marii Panny, kościół św. Piotra ‘in Gallicantu’ (wstęp płatny 9 NIS). Wszystkie
wymienione miejsca mieliśmy praktycznie na wyłączność, oprócz pojedynczych
turystów przez większość czasu byliśmy sami. Było to coś, czego na pewno się
nie spodziewaliśmy w Jerozolimie. Po tym etapie Bramą Gnojną (Dung Gate) weszliśmy
do dzielnicy Żydowskiej, wprost pod Mur Zachodni, czyli Ścianę Płaczu. Aby wejść w ten rejon trzeba przejść
szczegółową kontrolę bezpieczeństwa, w zasadzie niczym nieróżniącą się od
kontroli na lotnisku. Jest to miejsce wyjątkowe i najświętsze dla wszystkich
Żydów. Ściana jest tak naprawdę murem oporowym wysokim na ok 15m, i jest jedyną
pozostałością po II Świątyni, która została zburzona przez Rzymian. Pod ścianą
obowiązują zasady - na lewo modlą się mężczyźni na prawo kobiety. Mężczyźni
mogą przejść do kobiet, jednak w drugą stronę nie jest to możliwe.
| Mur oddzielający Izrael od Autonomii Palestyńskiej |
Po spędzeniu kilku chwil wśród ortodoksyjnych,
pobożnych, ale i nowoczesnych (selfie przy Ścianie Płaczu) Żydów skierowaliśmy
się w stronę dzielnicy Muzułmańskiej. Szliśmy wśród straganów i sklepików,
które ciągnęły się w nieskończoność wąskimi uliczkami, które wypełnione były
ludźmi różnej narodowości i religii. Na Wzgórze Świątynne, a więc już
przestrzeń muzułmańską Jerozolimy w tym dniu nie wpuszczano, bo była to
‘niedziela’ muzułmanów (czyli nasz piątek) i szybko zorientowaliśmy, że wkrótce
ich uroczystość w meczecie na wzgórzu się rozpocznie, ponieważ nagle ukazało
nam się morze ludzi, którzy szli, szli i szli w kierunku wzgórza ze swoimi
dywanikami. Jakoś przedarliśmy się przez tłum z odrobiną dyskomfortu. Dotarliśmy
w końcu do Bramy Szczepana/Lwa (występują obie nazwy i nie wiem czy jest tylko
jedna prawidłowa) i przeszliśmy przez nią, nadal przeciskając się przez tłumy
Muzułmanów w kierunku Góry Oliwnej. Naszym pierwszym przystankiem było
Getsemani, czyli Ogród Oliwny, których na tym wzgórzu znajduje się wiele
(zresztą od nich wzięła się nazwa góry). Szacuje się, że drzewka oliwne
znajdujące się w tym ogródku mogą mieć po 2 tys. lat, więc nie wykluczone, że
wśród nich przebywał Chrystus. Obok znajduje się bardzo ciekawy Kościół
Wszystkich Narodów, z bardzo ładną mozaikową fasadą. Następnie udaliśmy się w
górę, skręcając w wąską uliczkę tuż za Getsemani. Wspinaliśmy się na Górę Oliwną,
po drodze mijając cerkiew prawosławną św.
Marii Magdaleny oraz kościół ‘Dominus Flevi’ (Pan Zapłakał). Do cerkwi udało
nam się wejść dzięki rosyjskiemu i przebojowości mamy Wojtka, która wyprosiła,
żebyśmy mogli wejść i pooglądać tę charakterystyczną cerkiew (tego dnia cerkiew
była zamknięta). Zatrzymaliśmy się również przy cmentarzu żydowskim, który jest
bardzo rozległy i nawet z daleka widać kamienne płyty żydowskich grobów. Żydzi
bardzo chętnie grzebią swoich zmarłych na górze oliwnej, bo wierzą, że jak
przyjdzie mesjasz to będzie wchodził do raju przez Złotą Bramę, która znajduje
się dokładnie naprzeciwko Góry Oliwnej, a która została zamurowana przez
muzułmanów. Dlatego pochowani chcą być jak najbliżej tej bramy.
Na samej górze znajduje się kolejny kościół
Pater Noster, a widok z góry na stare miasto Jerozolimy jest przepiękny (jest
tam taras widokowy). Tam zdarzyła nam się jedyna nieprzyjemna sytuacja, która
gdyby nie Wojtka czujność, mogłaby się dla nas niezbyt dobrze zakończyć. Rozglądając
się za wejściem do Kościoła Pater Noster, pojawił się Arab (jest to już
wschodnia część Jerozolimy, gdzie rządzą muzułmanie), który zapytał, gdzie
chcemy iść, wskazał nam drogę i bezwiednie poszliśmy właśnie w tym kierunku. W
tym miejscu nie było za bardzo ludzi takich jak my, raczej sami lokalni. Idąc w
górę uliczką, która zaczęła się zwężać i oddalać od głównej ulicy. Wojtek się
odwrócił i okazało się, że facet idzie za nami. Wojtek raz jeszcze uważniej
spojrzał na mapę i od razu się zorientował, że facet pokierował nas w zupełnie
przeciwnym kierunku. Zareagowaliśmy szybko. Chciał nas jeszcze przekonywać, na
całe szczęście nic się nie stało. Udało nam się wrócić. Jednak sytuacja
pokazała, że naprawdę trzeba mieć cały czas ograniczone zaufanie do obcych.
Z Góry Oliwnej roztacza się przecudowny
widok na stara Jerozolimę z dumnie wyróżniająca się złotą kopułą na Wzgórzu
Świątynnym
Za mury wróciliśmy już swobodnie, a po
tłumach jedynym śladem były śmieci. Na tym etapie, zaraz przy Bramie
Lwa/Szczepana rozpoczyna się droga krzyżowa, a więc Via Dolorosa. Tak, jak
czytaliśmy stacje są albo poukrywane, albo w takich miejscach, że ma się
wrażenie, że obecne profanum w postaci straganów i towaru tłamsi sacrum, które
gdzieś tam powinno być obecne.
| Widok z Góry Oliwnej |
Nie przeszliśmy całej drogi krzyżowej,
zatrzymaliśmy się jedynie przy kilku stacjach. Ostatecznie uznaliśmy, że byłoby
to trochę sztuką dla sztuki pozbawioną większego sensu. Brak szans na
jakiekolwiek skupienie czy modlitwę. Może gdybyśmy byli z pielgrzymką
mielibyśmy szansę przeżyć coś bardziej mistycznego.
Wieczorem wybraliśmy się do dzielnicy ultraortodoksyjnych
Żydów (Mea She’arim), a że już tego dnia w piątek po zachodzie słońca nastał
szabat, było to bardzo ciekawe doświadczenie. Zanim jeszcze tam doszliśmy,
wiedzieliśmy, że ulice opustoszały: auta nie jeździły, pojedynczy ludzie
pojawiali się tylko co jakiś czas, wszystkie restauracje były pozamykane.
Wchodząc do części ortodoksyjnej mieliśmy okazję spotkać Żydów w tradycyjnych
strojach, w większej liczbie niż w innych miejscach Jerozolimy. Przechodząc pod
oknami słyszeliśmy rozmowy, śpiewy i czuliśmy różne zapachy domowego jedzenia.
Jak ktoś był, to wie, że w szabat ma się ograniczone możliwości, np. mała
szansa, że się coś zje na mieście lub znajdzie otwarty sklep, a w naszym
wypadku pozostawienie samochodu na parkingu wiązało się z tym, że dopiero w
sobotę jak już skończyła się noc można było z niego wyjechać. Żydzi w szabat
nie pracują i nie używają urządzeń mechanicznych.
Dzień 4, 30 stycznia 2016, Jerozolima-Masada-Ein
Bokek–Ein Gedi-Jerozolima
| Nad Morzem Martwym |
Tego
dna wyjechaliśmy samochodem poza miasto. Trzeba było przejechać częściowo przez
Autonomię Palestyńską. Po drodze były posterunki możliwej kontroli, jednak nas
nie kontrolowano. W jednym miejscu była postawiona barierka i zaraz po
zatrzymaniu i wymianie uśmiechów z wojskowym, barierka została przesunięta i
bez jakichkolwiek pytań przejechaliśmy dalej.
Droga
do Masady, do której zmierzaliśmy była bardzo interesująca. Wokół nie było
prawie żadnych zabudowań, jechaliśmy drogą pomiędzy wzgórzami, które tworzyły piaski
i kamienie o kolorze rdzy – była to Pustynia Judzka. W pewnym momencie ukazał
nam się błękit Morza Martwego, a więc morza, w którym jest ogromne zasolenie,
średnio ok. 26% oraz które jednocześnie jest najniższym punktem na ziemi 422m
poniżej poziomu morza. Byliśmy już w Dolinie Śmierci w USA, a teraz udało nam
się być w nad Morzem Martwym.
| Kolejka na Masadę |
Do
Masady dotarliśmy i żeby dostać się na górę pojechaliśmy kolejką (koszt ok. 70
NIS). Można wejść pieszo, jest dużo taniej (ok 30 NIS), jednak nie mieliśmy
czasu na trekking więc skorzystaliśmy z kolejki. Masada to starożytna twierdza wybudowana
przez króla Heroda, jeszcze przed erą Chrystusa, która znajduje się na
płaskowyżu (ok 400 m n.p.m). Ma kształt rombu. Jest to bardzo ważne miejsce dla
Żydów. Symbolizuje opór stawiany do końca, gdyż w roku 66 n.e. w czasie wojny żydowskiej Masadę zajęli Zeloci, czyli
odłam ortodoksyjnych Żydów, którzy przez prawie 7 lat stawiali opór Rzymianom. Gdy już nie było szans na odparcie wroga
Żydzi postanowili nie poddawać się i zabili najpierw kobiety i dzieci, a
następnie popełnili samobójstwo. W tym miejscu żołnierze Żydowscy składają
przysięgę wojskową (lub przy Ścianie Płaczu). Z tego względu to miejsce jest
uważane jako jedno z najważniejszych dla Żydów.
| Morze Martwe |
Po
Masadzie mieliśmy w planie kąpiel w Morzu Martwym oraz trekking w Ein Gedi.
Udało nam się zrealizować tylko pierwszy punkt, ponieważ miejsce, z którego
miał ruszać trekking było otwarte zimą tylko do 15;00, a więc zabrakło nam
kilkunastu minut, żeby zdążyć. Za to kąpiel w Morzu Martwym było niesamowita
frajdą, niepowtarzalne uczucie. Można naprawdę unosić się na wodzie, mając ręce i
nogi w górze i nic się nie dzieje. Nie ma szans, żeby zanurzyć się całkowicie.
Radocha była wyjątkowa szczególnie, że dzień wcześniej w Jerozolimie bardzo
wymarzliśmy i chodziliśmy w czapkach i rękawiczkach, a następnego dnia podczas
kąpieli temperatura w Ein Bokek wynosiła 18 stopni, a więc miła odmiana.
W
drodze powrotnej chcieliśmy jeszcze podjechać w miejsce chrztu nad rzekę Jordan
(na wysokości Jerycha), jednak w pewnym momencie droga została zagrodzona
wysokim płotem z napisem teren wojskowy, wstęp wzbroniony. Dziwna sprawa,
biorąc pod uwagę ogromny znak kierujący w te miejsce z głównej drogi.
Wieczorem
już w Jerozolimie poszliśmy na kolację do restauracji żydowskiej. Było bardzo
sympatycznie i smacznie, jedynym zaskoczeniem był chłopak ubrany tak, jak my z
zawieszonym karabinem na szyi. Siedział sobie przed restauracja i popijał piwo.
Kelnerka powiedziała, że od ostatnich ataków wolą jeszcze bardziej dbać o
bezpieczeństwo.
To,
że w Jerozolimie na każdym roku stoi uzbrojone wojsko lub policja wiedzieliśmy
i jakoś specjalnie nas to nie dziwiło, jednak ten chłopak z bronią w
restauracji sprawił, że poczuliśmy, że nie jest to bezpieczny kraj.
Dzień 5, 31 stycznia 2016, Jerozolima-Betlejem-Tel-Aviv
| Najniżiej położone miejsce na Ziemi |
O
mszy dowiedzieliśmy się od Franciszkanina z Ghany, który, że tak powiem, dał
nam cynk 2 dni wcześniej. Rzecz jest o tyle wyjątkowa, że wewnątrz kaplicy może
wejść chyba nie więcej niż 10-12 osób i jest tylko odprawiana raz w każdą
niedzielę. Niesamowite przeżycie.
Bazylika
o tej porze była prawie pusta. Po mszy raz jeszcze przeszliśmy do miejsc, w których byliśmy, lub tych, których
wcześniej nie odkryliśmy. Mimo posiadania przewodnika, wydruków z różnych
blogów, postanowiliśmy odświeżyć sobie Cejrowskiego. Do późnych godzin wieczór
wcześniej oglądaliśmy ponownie odcinki Cejrowskiego i dzięki temu mieliśmy
szansę trafić tam, gdzie byśmy nie trafili, np. do kaplic mnichów Etiopskich.
Po
mszy, modlitwie i włóczeniu się wróciliśmy do mieszkania, żeby zjeść śniadanie
i się spakować. Ok. 9:30 po opuszczeniu mieszkania i zostawieniu rzeczy w
samochodzie, dotarliśmy na Wzgórze Świątynne (biblijne wzgórze Moria), a więc na
ogromny plac, gdzie znajduje się Kopuła
na Skale i meczet Al-Aksa. Tutaj był już świat muzułmański. Powierzchnia placu,
Złota Kopuła i meczet z zewnątrz robią wrażenie i wzbudzają podziw, szczególnie
w zestawieniu ze skromnością bazyliki Grobu Pańskiego i wąskimi uliczkami
starej Jerozolimy. Miejsce to jest ważne dla Muzułmanów, gdyż wierzą oni, że ze
skały gdzie znajduje się złota kopuła, Mahomet na swoim rumaku wstąpił do
nieba. Dla Żydów, jest to z kolei ważne miejsce, gdyż wierzą oni, że na tej
samej skale Abraham miał ofiarować Bogu swego syna Izaaka w ofierze. No i
oczywiście na wzgórzu znajdowała się Świątynia, której wyburzenie opłakują
Żydzi pod Murem Zachodnim, czyli Ścianą Płaczu.
| Kopuła na Skale na Wzgórzu Świątynnym |
Do
meczetu nie mogliśmy wejść jako nie-muzułmanie, a więc po zrobieniu kilku fotek
opuściliśmy to miejsce, żeby przemaszerować jeszcze dzielnicą żydowską. Zanim
tam dotarliśmy włóczyliśmy się między straganami dzielnicy arabskiej, ponownie
zatrzymując się przy kilku stacjach drogi krzyżowej.
Ponieważ
tego samego dnia wieczorem mieliśmy lot z Tel-Avivu musieliśmy opuścić Jerozolimę,
żeby zdążyć jeszcze odwiedzić miasto Betlejem oddalone od Jerozolimy o ok. 10
km, znajdujące się w Autonomii Palestyńskiej. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego,
że nie powinniśmy wjeżdżać tam wypożyczonym samochodem, ponieważ wypożyczalnia
się na to nie zgadza, a gdyby coś się stało z samochodem właśnie tam
ubezpieczenie niczego by nie pokryło. Jednak po dobrych doświadczeniach z soboty
uznaliśmy, że zaryzykujemy i pojedziemy.
| Częsty widok na ulicach Jerozolimy |
Na
granicy owszem musieliśmy się zatrzymać, ale wystarczyło, że powiedzieliśmy, że
jesteśmy z Polski, nawet nie chcieli oglądać naszych paszportów. Miejsce
parkingowe mieliśmy już wcześniej obrane, a mianowicie w podziemnym parkingu
hotelu Manger Square Hotel: było bezpiecznie i za darmo o dziwo!
Bazylika
Narodzenia Pańskiego była naszym celem w Betlejem i tu znów poczucie, że ktoś
nie dba, że nie jest to nic majestatycznego. Plac przed głównym wejściem zastawiony był
gęsto samochodami, a z głośników dobywały się dźwięki muzyki. Główne wejście do
Bazyliki to malutkie drzwi, którymi przejdzie jedna osoba. Trzeba się jednak
porządnie schylić, aby nie uderzyć głową w mur. Drzwi zostały pomniejszone do
obecnych rozmiarów, aby najeźdźcy w czasach średniowiecznych nie mogli wjeżdżać
do kościoła konno, aby go obrabować. Sama bazylika w środku jest dosyć
zaniedbana (akurat jak my byliśmy trwały jakieś prace remontowe), a Grota
Narodzenia Pańskiego (znajdująca się pod ołtarzem) jest niewielka. W sezonie
trzeba podobno szybko się uwijać, aby ‘zaliczyć’ to miejsce, my jednak mieliśmy
pełną swobodę i mogliśmy tam spędzić kilka chwil.
Zaraz
obok bazyliki znajduje się kościół św. Katarzyny (skąd w Boże Narodzenie jest
transmitowana msza), weszliśmy do środka, tam odprawiano msze niedzielną. Było
to dla nas nowym doświadczeniem, ponieważ msza była odprawiana po arabsku.
Bardzo
ciekawe było przejście się przez targowisko Betlejem, gdzie wszyscy byli bardzo
serdeczni dla nas i otwarci. Tam nie spotkaliśmy już żadnych turystów.
Najlepszy był Sami, u którego wypiliśmy herbatę miętową z cynamonem, cytryną,
imbirem i kardamonem. Po raz pierwszy piłam coś tak pysznego. Jednak niektórzy,
gdyby zobaczyli warunki, w jakich herbata była sporządzana mogliby grzecznie
podziękować. Trzeba nadmienić, że ceny w Betlejem znacznie odbiegają od tych w
Izraelu – mniej więcej wszystko było połowę taniej.
| Ortodoksyjny Żyd pod współczesną ścianą płaczu |
Po
opuszczeniu Betlejem pojechaliśmy jeszcze do Ein Karem, czyli wioski biblijnej znajdującej
się obecnie w obszarze Jerozolimy. Tam w kościele Jana Chrzciciela (podobno
jest to miejsce jego narodzin) spotkaliśmy pielgrzymkę księży z Polski, którzy
jak się okazało wracali wieczorem tym samym samolotem, co my. Mama Wojtka dość
dużo z nimi pogadała, a w kolejnym kościele św. Elżbiety odprawili mszę, którą
jednak w trakcie opuściliśmy, bo musieliśmy jechać na lotnisko, biorąc pod
uwagę, że trzeba było jeszcze gdzieś zatankować, odstawić samochód i mieć
jeszcze zapas czasowy na ewentualne przepytywania i kontrole na lotnisku.
Dzisiaj Ein Karem jest miejscem wypoczynkowym dla Żydów, które swoim spokojem
przyciąga artystów i rzemieślników. Warto tam podjechać, aby się przespacerować
wśród okolicznych wzgórz.
Na
lotnisku wszystko poszło sprawnie. Kontrola była dłuższa niż normalnie, bo od
razu na początku zadali nam pytania, czy jesteśmy rodziną i czy ktoś czegoś nam
nie podarował, żeby to przewieźć. I w zasadzie na tym się skończyło, a potem
już była kontrola bagażu, która była jeszcze słabsza niż na innych lotniskach,
nie kazali wyciągać urządzeń elektronicznych, kosmetyków, czy zdejmować
zegarka, paska itp.
Tak
więc nasze doświadczenia z kontrolą na lotnisku w Izraelu zarówno po przylocie,
jak i przed wylotem są bardzo pozytywne i nie spotkało nas nic nieprzyjemnego. Przypuszczamy,
że pewnie wpłynął na to fakt, że podróżowaliśmy jako rodzina.
| Betlejem - herbatka u Samiego |
Podsumowując,
miejsce do którego dotarliśmy uznajemy za wyjątkowe i warte odwiedzenia. Te 4
dni były wypełnione wrażeniami, które wywołane były mieszanką kultur, religii,
zwyczajów. Niesamowite jest to, że w 3,5h lotu z Katowic można znaleźć się w
tak ciekawym miejscu.
Do
wyjazdu w to miejsce warto się przygotować. Warto poczytać różne źródła i
wiedzieć historycznie, co z czego wynika. Bez przygotowania trudno byłoby pewne
sytuacje, miejsca zrozumieć lub zauważyć. Trzeba też wiedzieć, że generalnie
Izrael nie jest tani, a wręcz jest drogi. Jednak przy odpowiednim planowaniu
(np. podróż poza sezonem) i zachowaniem zdrowego rozsądku na miejscu da się
tutaj przeżyć za całkiem znośne pieniądze. To tyle z naszej strony. Był to nasz
pierwszy wpis z tak krótkiego wyjazdu i kto wie, może nie ostatni.
·
Przykładowe ceny:
o Shoarma
Tel Aviv - 38 NIS
o Kawa
Tel Aviv - 15 NIS
o
Mamilla
Parking Jerozolima - 48NIS/24h
o Coca
Cola 1,5l sklep – 10NIS
o Piwo
makret – 6 NIS
o Danie
główne w restauracji Jerozolima – ok. 70 NIS
o Wjazd
na Masadę – 70 NIS
o 1
litr benzyny – ok. 6 NIS
o Falafele
Jerozolima – ok. 15 NIS
o Sahlap
Jerozolima – ok. 10 NIS
·

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz